wtorek, 02 lutego 2010
Dwa dni mojego nowego życia za mną.
Jestem kobietą pracującą ;)
I na razie bardzo mi się to podoba. Atmosfera w pracy bardzo miła, ludzie sympatyczni. W pokoju siedzę z trzema facetami mniej więcej w moim wieku. Są inteligentni, uprzejmi, weseli i dżentelmeńscy. Wygląda na to, że będę miała z nimi bardzo dobrze :)))
Instytucja, w której pracuję, zajmuje się przydzielaniem i wypłatami środków unijnych. Ja pracuję na stanowisku specjalisty w wydziale wdrożeń - podobno największy hardcore. Na wstępie mi powiedzieli, że bardzo się cieszą z mojego przyjścia, bo mają tyle spraw do rozpatrywania, że im brakuje ludzi. Nie jesteśmy działem prawnym, ale pracujemy głównie z rozporządzeniami, ustawami i kodeksami. Podobno przyswojenie sobie wszystkiego zajmuje około 1-1,5 roku. Na razie uczę się, uczę i uczę. Mają na mnie taki pomysł, żebym przejęła od nich audyt (czyli muszę wiedzieć wszystko:().
Na razie jestem potwornie zmęczona makabrycznie wczesnym wstawaniem.

Dziękuję Wam za życzenia :*
Skrobnę coś w weekend.
Buziaki :)))))))
22:52, maverick.001 , Różności.
Link Komentarze (3) »
czwartek, 21 stycznia 2010
SSS
Ok, mam tę pracę :))) Zaczynam 1 lutego. Już na 100%.
Cieszę się, jak nie wiem co. Po kilku latach siedzenia w domu z dziećmi, czuję się jak więzień wypuszczony na wolność (mimo że uwielbiam siedzieć w domu i opiekować się dziećmi i zrobiłam to na własne życzenie).

Ten rok zaczął mi się bardzo dobrze. Jestem w świetnej formie psychicznej i czuję się zadowolona z życia. Wydaje mi się, że przez ostatnie dwa lata tkwiłam w lekkiej depresji spowodowanej siedzeniem w domu i brakiem wyzwań (umówmy się, że ugotowanie smacznego obiadu, posprzątanie, czy dobra zabawa z dwulatkiem to nie jest wyzwanie). Patrząc wstecz, myślę że to właśnie letni wyjazd do Mikołajek z przyjaciółką i bez dzieci pomógł mi zrozumieć kim jestem, czego pragnę i co powinnam zrobić. Dał mi siłę, żeby zacząć zmieniać siebie i swoje życie. Zrozumiałam, że nie jestem starą babą, zrzędliwą i zmęczoną matroną, kurą domową, która wszystko co najlepsze w życiu ma już za sobą, i że tylko ode mnie zależy, czy ta radosna dziewczyna, która wciąż we mnie siedzi będzie miała okazję częściej wytykać nos spod maski codzienności.
Wiele już zmieniłam, a jeszcze wiele zmian przede mną. Dawno nic mnie tak nie cieszyło. Chuda kiedyś napisała, że budzi się rano, otwiera oczy i natychmiast ma ochotę je zamknąć i znowu zapaść w sen. Ja też tak miałam - nie chciało mi się rano wstawać z łóżka, bo czekał mnie kolejny podobny do innych dzień wypełniony obowiązkami domowymi i opieką nad dziećmi. To były dobre radosne dni, ale monotonia i rutyna potrafią zabić najfajniejsze chwile.
Teraz chce mi się wstawać rano, chce mi się dbać o siebie i wychodzić z domu.

Wszystkie horoskopy mówią mi, że to będzie bardzo dobry rok. I - jak na razie - zawarte w nich przepowiednie, sprawdzają się tak szczegółowo, że pękamy ze śmiechu :)))
10:55, maverick.001 , Różności.
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Poniedziałek.
No dobrze. W środę idę na ostateczną rozmowę o pracę i mam nadzieję, że wszystko zakończy się pozytywnie. Trochę się cały proces rekrutacyjny wydłużył przez Święta i Nowy Rok.
Chyba się boję.

Filip w przedszkolu zaadaptował się znakomicie. Co prawda każdego ranka płacze, że nie chce iść do przedszkola tylko zostać z mamą, ale trwa to tylko do momentu zniknięcia rodzica z sali.

Tymczasem zasypało nas pięknie. Podjazd odśnieżamy kilka razy dziennie, właściwie zawsze, kiedy chcemy gdzieś pojechać autem. Michał zbudował chłopcom igloo z tunelem i górkę z tarasu na trawnik do zjeżdżania na sankach. Szaleją jak pijane zające i są przeszczęśliwi.


16:15, maverick.001 , Różności.
Link Komentarze (1) »
środa, 06 stycznia 2010
Pierwsza notka w Nowym Roku.
Jeszcze nie pracuję. Mam nadzieję, że w tym tygodniu wyjaśni się od kiedy zaczynam. Tymczasem siedzę w domu, odrabiam zaległości sprzątaniowe i adaptuję Filipka do przedszkola.
Na razie wygląda, że będzie dobrze. Pierwszego dnia Filip popłakiwał przez cały pobyt w przedszkolu, ale ładnie jadł, zgłaszał potrzeby i dawał się odciągnąć od smuteczków do zabaw z dziećmi, więc ogólnie bardzo pozytywnie. Drugiego dnia nie płakał wcale, był pogodny i radosny, także wygląda na to, że przystosował się błyskawicznie. Czekam jeszcze na kryzys, ale Panie przedszkolanki twierdzą, że kryzysu raczej w jego przypadku nie będzie. Dzisiaj po raz pierwszy zostawiam go na leżakowanie.
Natomiast - ucieka. A ja - szczerze mówiąc - mam z tego niezły ubaw. Przed Świętami przeprowadziłam poważną rozmowę w przedszkolu, uczulając Panie, że Mały będzie próbował dać nogę z sali. Zostałam potraktowana pobłażliwie - przeczulona Mamuśka, wiadomo. Powiedziano mi: "Proszę Pani, jeszcze żadne dziecko nam nie uciekło. W tej grupie jest mało dzieciaczków, a kilka opiekunek, Filip jako nowy będzie pod szczególnym nadzorem. Poza tym dzieci w przedszkolu zachowują się inaczej niż w domu. Także proszę się zupełnie nie martwić."
No, pierwszego dnia zwiał im trzy razy. Szedł podobno do Kaja.
Zostaliśmy poproszeni przez lekko spanikowane Panie o przeprowadzenie z nim rozmowy na ten temat.
Porozmawialiśmy.
Drugiego dnia zwiał jeden raz. Na szczęście w szatni była akurat moja bliska znajoma, mama Kajowego przyjaciela. Podobno najpierw dostała lekkiego zawału serca, a potem odprowadziła Filipa do sali. Kiedy po niego przyjechałam z trudem otworzyłam drzwi - były zabarykadowane. Chyba po raz pierwszy w dziejach tej grupy. Na wszelki wypadek nie pytałam po co ta barykada :)))
Śmieję się, bo do każdej jego ucieczki jest jakaś śmieszna historia. Poza tym - jak wykombinują i zamontują jakieś lepsze zabezpieczenia, to nikomu to nie zaszkodzi. Widzę, że są czujni.
Widzę też, że Filip bez najmniejszych problemów wszedł w grupę. Panie go lubią i mają bardzo ciepły stosunek do niego. Bo on taki właśnie jest - wyjątkowy słodziak. Filip ma taki charakter, że trzeba go lubić: jest ciepły, pogodny, bardzo kontaktowy i łatwo się z nim porozumieć. Mimo, że ma dopiero 2,5 roczku, słucha co się do niego mówi i w bardzo łagodny i naturalny sposób stosuje się do logicznych argumentów i mądrych poleceń. Nie ma w nim cienia złośliwości, ponuractwa, czy obrażalstwa. Jest takim słonecznym małym duszkiem :-)))


No. I jeszcze z zaległości, do zapamiętania. Wigilię mieliśmy przepiękną - radosną, wzruszającą. Jak z hollywoodzkich produkcji, naprawdę. Najpiękniejsza Wigilia w moim życiu. Było nas dużo przy stole, prawie wszyscy nasi najbliżsi. A jednocześnie, mimo tak wielu osób - było spokojnie, luźno, cicho. Dzieci - super grzeczne i niekłopotliwe. Masa przepięknych naprawdę przemyślanych, cudownych prezentów. Zanim podzieliliśmy się opłatkiem, podziękowałam wszystkim za to, że są z nami w tym pięknym dniu. Kaj wyrecytował ślicznie wierszowane życzenia, a potem na naszą prośbę wszyscy razem zaśpiewaliśmy kolędę "Dzień jeden w roku". To wszystko było cudowne i bardzo wzruszające. Potem przyszli jeszcze kolędnicy i wspólnie odśpiewaliśmy kilka kolęd. Niesamowity, magiczny wieczór, za który dostałam wiele podziękowań i niezwykle ciepłych słów.
Sobie i Wam wszystkim życzę tylko takich Wigilii.
09:51, maverick.001 , Różności.
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 grudnia 2009
Życzenia.


wtorek, 08 grudnia 2009
Zmiany.
Przez ostatnie miesiące bardzo mnie mało na blogu. Bo jakoś nie mam weny i nic ciekawego się nie dzieje. Chociaż może nawet coś tam się dzieje, ale po pierwsze to takie zwykłe codzienne życie, a po drugie bardziej dzieje się wewnątrz mnie niż na zewnątrz. A ja niespecjalnie potrafię odkrywać przed ludźmi to, co we mnie siedzi :)

Zaczęłam wieczorami sporo wychodzić z domu. Dwa-trzy razy w tygodniu chodzę na fitness i siłownię. Spotykam się z przyjaciółkami. Jeżdżę sobie czasami do kuzynki posiedzieć w saunie. Teraz dojdą do tego łyżwy. I okazuje się, że zupełnie nie mam kiedy usiąść do komputera.

W naszym życiu szykują się wielkie zmiany. Wielkie dla naszej rodzinki. Dostałam propozycję pracy i wszystko wskazuje na to, że od stycznia/lutego zaczynam. Na razie nie podaję szczegółów, bo sama jeszcze niewiele wiem. Sprawa jest na tyle zaawansowana, że przyszły pracodawca "nakazał mi" umieszczenie Filipa w przedszkolu od stycznia. Postanowiliśmy umieścić go w przedszkolu Kaja - bo je zna od urodzenia i jest dla niego oswojone; bo jest tam Kaj, który w razie potrzeby pocieszy; bo tak najwygodniej dla nas z odwożeniem i odbieraniem; bo znamy tę placówkę, lubimy ją i ufamy. Początkowo nie było wiadomo, czy się uda, ale ostatecznie jedno miejsce się zwolniło i od stycznia ruszamy. Filip jest na "nie", jest strasznie rozpieszczonym rozkoszniakiem absolutnie zakochanym w mamie, obawiam się więc, że nie będzie łatwo. Mam też mocne wrażenie, że może nam wywinąć numer w stylu Monsterina, będę musiała mocno uczulić panie przedszkolanki na kwestie bezpieczeństwa w jego przypadku. Bo jest odważny, pomysłowy, samodzielny, kreatywny, zawzięty i nie zna zwrotu "nie da się".

Jeżeli wszystko się potoczy tak, jak się zapowiada, to styczeń będziemy mieli ciężki fizycznie, psychicznie, organizacyjnie i finansowo (bo jeszcze nie dostanę wypłaty, a za przedszkole trzeba będzie zapłacić). Nie pojedziemy również na narty, bo nie będę miała urlopu.To akurat martwi mnie ze względu na Kaja, bo od kilku miesięcy mówi o nartach i nie może się doczekać zimy. Nie wiem, może Michał sam z nimi pojedzie, albo z samym Kajem. Zobaczymy. Czas pokaże, czy z tej mojej pracy coś wyjdzie.

Ja osobiście chciałabym, żeby wyszło. Mam dość siedzenia w domu i bycia kurą domową, chętnie wyjdę do ludzi, choć trochę się też boję i trochę mi żal tego luzu i bycia panią swojego czasu.
11:35, maverick.001 , Różności.
Link Komentarze (4) »
wtorek, 03 listopada 2009
Hop.
Zapisałam się ostatnio na "aerobic", ponieważ otworzono bardzo blisko mnie odjazdowy klub sportowy. Hajlajf normalnie, mówię Wam. Ponieważ przez ostatni rok nie ćwiczyłam i jestem w kiepskiej kondycji, postanowiłam zacząć leciutko, rozruszać się najpierw i dopiero rzucić na głęboką wodę. Zaczęłam chodzić na pilates, byłam kilka razy, ale szybko mi się znudziło, bo było ZBYT lajtowo (uważam, że jak już się męczyć to tak, żeby się wyczołgiwać z sali, a nie jakieś pitu-pitu). Zapisałam się więc na zajęcia, które są najbardziej oblegane. Pomyślałam sobie, że muszą być fajne, skoro tak trudno się na nie dostać. Nazywają się BOSU. BOSU to taki wielofunkcyjny steper, tylko okrągły i miękki jak piłka.
Dzisiaj byłam po raz pierwszy.
ojapierdolę
Wróciłam i wczołgałam się po schodach na pięterko. Na czterech, bo łydki odmówiły mi posłuszeństwa i pionowo nie dałam rady.
Wzięłam gorący prysznic i jest mi jakby lepiej, ale jeszcze nie wiem, czy jutro będę w stanie chodzić.
Chyba powinnam napisać - przygotowania do sezonu narciarskiego uważam za otwarte :-)))


22:38, maverick.001 , Różności.
Link Komentarze (5) »
piątek, 30 października 2009
Popaździernikowo.
Październik upłynął nam pod znakiem wielkich i mniejszych imprez oraz gości. Było super, a teraz musimy trochę zwolnić, odpocząć i odnaleźć zagubiony rytm dnia.
Sisi jeszcze jest, ale niestety w poniedziałek odlatuje :( A tak dobrze było ją mieć blisko. Bardzo bardzo bym chciała, żeby zdecydowali się wrócić do Polski, ale obawiam się, że to nigdy nie nastąpi. Mój siostrzeniec i chrześniak zarazem - cudny. Bardzo kochany i niekłopotliwy dzieciaczek, cichy i spokojny, radosny. Rozstanie będzie o tyle mało trudne, że za półtora miesiąca znowu przylatują :-)))

Filipkowi ostatecznie zdjęliśmy wczoraj nocną pieluchę. Była tak na wszelki wypadek zakładana, ale codziennie wyrzucaliśmy suchą. Ostatnio skusiłam się na jakieś tanie pieluchy (skoro i tak były tylko dla bezpieczeństwa) i okazało się, że Mały jest na nie bardzo uczulony. Więc wczorajszą noc przespał już w samej piżamce, bez wpadek.

Kaj, odpukać, chorował tylko raz od początku roku szkolnego, przez tydzień i dość łagodnie. Jest grzeczny, uczy się czytać. Ma teraz bardzo dobry okres w życiu, bez burz i niespokojnych emocji. Podejmuje mądre, przemyślane decyzje, nauczył się przegrywać, potrafi zaakceptować czyjeś argumenty. Czasem bywa płaczliwy, często niewspółmiernie mocno do krzywdy, ale walczymy z tym. Kaj ogólnie jest bardzo bezproblemowym i kochanym dzieckiem. A dzisiaj wypadł mu pierwszy ząb - prawa dolna jedynka (leży pod poduszką i czeka na wróżkę zębuszkę:))

Filipek jest cudny, choć nie taki bezproblemowy. Jak zwykle słodki do bólu, teraz dodatkowo wszedł w - według mnie - najsłodszy wiek. Od 2 do 3 lat. Pomału zaczyna mówić, jeszcze bardziej po swojemu niż po naszemu, ale sporo już można zrozumieć. Jest tulakiem, przylepką i rozkosznym małpiszonem, na którego nie da się gniewać. Ale jednocześnie ma charrrakterek. Z jednej strony kontaktowy, pogodny i zgodny; z drugiej - dumny i niepokorny. Czasem czuję się bezradna wobec jego zachowań, bo nie działają na niego różne sztuczki, które działały na Kaja.

W poniedziałek w przedszkolu Kaja Bal Potworów, jutro ruszamy więc na poszukiwanie strasznego przebrania.

A potem zaczynamy przygotowania do Świąt, które zapowiadają się niezwykle ciekawie. Na dzień dzisiejszy mam na Wigilii 17 osób, bliskich mi i cudownych ludzi. I tak sobie myślę, że dobrze mieć dom z dużym stołem. Dom, w którym ciągle jest mnóstwo gości, w którym lubią przebywać przyjaciele i rodzina.
Chyba udało nam się stworzyć ciepłą, gościnną przystań :-)))
21:08, maverick.001
Link Komentarze (1) »
piątek, 02 października 2009
Dzieciaki.
Tak szybciutko, do zapamiętania :-)))

Kaj został dziś superprzedszkolakiem miesiąca!!! Mają tam taki system, że dzieci dostają w nagrodę za dobre zachowanie uśmiechnięte buźki, w piątek buźki są zliczane i uroczyście zostaje ogłoszony superprzedszkolak tygodnia, który dostaje brawa, gratulacje i koronę :-) Za pierwszym razem Kaj wstał i serdecznie pogratulował zwycięzcom, co wprawiło Panie przedszkolanki w osłupienie i nie mogły się go nachwalić. Potem jednak stracił zapał, bo tak wyszło, że za każdym razem brakowało mu tylko jednej buźki do zwycięstwa. Zniechęcił się. No ale na koniec miesiąca okazało się, że zebrał tych buziek najwięcej, dostał koronę i medal i pęka z dumy!!!

A Filipek jest chyba leworęczny. Do tej pory posługiwał się obiema rękami wymiennie, czym się zupełnie nie przejmowałam, bo Kaj też tak miał. Kaj w pewnym momencie zaczął po prostu używać tylko prawej ręki, więc myślałam, że u Filipka też tak będzie. Ale obserwuję ostatnio, że maluje, układa i je tylko lewą ręką. Nie wiem, czy to tylko taki moment, czy tak mu już zostanie.
czwartek, 01 października 2009
Czwartek.
Aktywnie ostatnio żyjemy, ciągle coś się dzieje, nie ma czasu na nudę.
Korzystając z ostatnich dni ładnej pogody dużo jeździliśmy na rowerach. W piątek Kaj przejechał longiem 10 km!!! I to pół drogi przez łąki i po wale nad jeziorem. Jestem z niego przeogromnie dumna :-)))

Do zapisania na wieczną pamiątkę jest też fakt, że po raz pierwszy w naszej przedszkolnej historii Kaj nie opuścił przez cały miesiąc ani jednego dnia w przedszkolu. Cały wrzesień był zdrowy. Obawiam się co prawda, że lada dzień ta sytuacja się zmieni, ale wrzesień był nasz!!!

Jutro przylatuje moja Sisi. Za tydzień chrzcimy Maluszka. Zostaliśmy z Michałem poproszeni na chrzestnych. Może ktoś ma pomysł, co można kupić chłopcu jako prezent na Chrzest?

Poza tym - marznę. Jestem zmarźlakiem. Kupiliśmy do sypialni dywan i ciepły koc :-))) I włączamy na noc ogrzewanie. Kaj chyba dorośleje, bo przestał się w nocy odkrywać i naciąga kołdrę na siebie pod brodę. Zmarźlak po mamusi???

***

Ciężko mi dzisiaj na sercu. Dowiedziałam się, że nasza koleżanka, niesamowicie ciepła i pozytywna, radosna i inteligentna osoba - ma raka. Tak strasznie się o nią boję :-(
22:23, maverick.001 , Różności.
Link Komentarze (4) »
wtorek, 22 września 2009
Zdjęcie.
Jestem w szoku i głęboko podziwiam Agatę, która rozpoznała na zdjęciu moich synków :-))) Rzeczywiście, było to nasze zdjęcie. Napisałam do administratora z prośbą o usunięcie go z serwisu, ponieważ zostało ukradzione i nielegalnie wykorzystane.
A jak do tego podeszłam? Spokojnie. Z kilku powodów.
Po pierwsze zdjęcie było nieszkodliwe i nieszkodliwie wykorzystane.
Po drugie - nie widać na nim twarzy dzieci.
Po trzecie - publikując zdjęcia na blogu liczę się z tym, że ktoś może je podkradać. Przeżyłam już kilka takich akcji od kiedy bloguję (nie swoich - cudzych), wiem że się zdarzają. Dlatego wybieram takie zdjęcia, które - mam nadzieję - nie stanowią pokusy, i których ewentualna kradzież nie wyrządzi nam krzywdy.

Gdyby ktoś z Was natknął się kiedyś na zdjęcia mojej Rodziny w internecie, dajcie proszę znać, tak jak zrobiła to Agata, której
bardzo bardzo dziękuję za czujność :***
09:41, maverick.001 , Różności.
Link Komentarze (3) »
wtorek, 15 września 2009
Jestem.
Chyba z tydzień nie włączałam komputera :-) Teraz normalnie nie wiem, co czytać...
A tak na serio, to mieliśmy gości od środy do poniedziałku i rzeczywiście nie miałam czasu zajrzeć do kompa, chyba tylko żeby sprawdzić pogodę na następny dzień.
Było bardzo sympatycznie i smacznie. Zaliczyliśmy cudny spacer po Łazienkach. Poza tym grillowaliśmy i wygrzewaliśmy się na tarasie, bo pogoda nam się udała wspaniała. Goście pojechali też w piątek zwiedzać Starówkę i miałam wielką ochotę, żeby powłóczyć się z nimi, ale zwyciężył rozsądek - zostałam, żeby posprzątać w chacie i uzupełnić zapasy :-)

Kaj zdrowy i kochany, chodzi z uśmiechem do przedszkola. Ja i Filipek zaliczyliśmy już jednego rota, reszta rodziny się - odpukać - uchroniła. Za dwa tygodnie przylatuje moja Siostra - na miesiąc!!! Poznam mojego chrześniaka :-))) Tak tak, w październiku chrzcimy Maluszka. Chrzciny Siostra postanowiła zorganizować w moim domu, więc znowu będzie wesoło :-)

A poniżej kilka fotek z Łazienek:








13:25, maverick.001 , Różności.
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Jutro zaczyna się rok szkolny - dla mnie to zawsze początek jesieni.
Jakoś mi smutno, że te wakacje już się kończą. Może nie były to wakacje moich marzeń, ale to był dobry, pożyteczny czas. Bardzo dużo zdziałaliśmy w domu i w ogrodzie. Dzieciaki właściwie całe dnie biegały po trawie i bawiły się na powietrzu. Kaj wydoroślał - wyspokojniał, urósł. Nauczył się jeździć na dwukołowym rowerze, pływać w pływaczkach, jeździć na rolkach i samodzielnie bujać się na huśtawce. Wspaniale rysuje. On i Filip potrafią się pięknie bawić ze sobą, czasami są tak zajęci zabawą i sobą nawzajem, że przez kilka godzin nic ode mnie nie chcą ;-))) Kaj jest strasznym pieszczochem i śmieszkiem. Uwielbiam go rozśmieszać i chichotać razem z nim :-)
Filip stał się bardzo samodzielny, chociaż on akurat zawsze był. Pozbył się już definitywnie pieluszki (tylko na noc jeszcze mu zakładam, ale zdejmuję suchą). Uwielbia czytanie, pięknie układa puzzle i różne układanki, jest grzeczny, rewelacyjnie kontaktowy i prawie niekłopotliwy. Oczywiście wciąż trzeba mieć na niego oko, ale dogadywanie się z nim to czysta poezja. Mówi do mnie: "Mamooo" i robi dziubek - i niczego nie można mu odmówić :-)
Według wszystkich ludzi, którzy go znają, a przede wszystkim według lekarza, który robił mu bilans dwulatka - to dziecko to pod każdym względem trzylatek. A Kajowi wszyscy dają siedem lat :-)))


Winorośl mi się zaczerwieniła, czeremchy całe w czerwonych koralach, brzozom żółkną liście. Noce już strasznie zimne. Jesień idzie, a dopiero była wiosna. Okropnie ten czas szybko leci :-(((((
piątek, 28 sierpnia 2009
Krótko o tym, co ostatnio robię wieczorami - czyli dlaczego nie piszę.
Dzisiaj napiszę o naszym domu. Bo ostatnio dużo tym właśnie żyję.
Wiele się w tym roku zadziało i w ogrodzie i wewnątrz. Przez ostatni miesiąc - półtora uruchomiłam pół piętra. Do tej pory korzystaliśmy tylko z dwóch pokojów dziecięcych i łazienki. Reszta piętra to były odizolowane pierdolniki, przez które trudno było się przedrzeć. Odgruzowałam sypialnię, garderobę i gabinet, a wczoraj nawet strych. Przedarłam się przez kilkadziesiąt nierozpakowanych od lat pudeł, wyrzuciłam tony śmieci i makulatury. Mam teraz niesamowity porządek w rzeczach i w życiu domowym. Jest mi bardzo bardzo wygodnie.
To chyba te Mikołajki dały mi power do działania. Naładowałam baterie i chce mi się robić różne rzeczy, na które od dawna nie miałam siły, chęci i czasu. Jeszcze trochę pracy przed nami, ale już jest świetnie. Upiększanie, czyli zasłoneczki, firaneczki i inne ulepszenia będziemy pewnie instalować, kiedy pójdę do pracy. Teraz zbieram się do zrobienia porządku w zdjęciach - zrobienie opisów w albumach, zrobienie odbitek z ostatnich trzech lat i uporządkowanie tego w albumach. Ale pewnie tę pracę zostawię sobie na jesienne i zimowe wieczory.

Co do pudeł - niektóre z nich przywiozłam jeszcze z domu rodzinnego. Rozpakowywanie ich to był trudny wieczór. Wylazło z nich tyle wspomnień, tyle miłości i przyjaźni, piękna młodość. Prezenty i listy od przyjaciół, bez których kiedyś nie wyobrażałam sobie życia. Szalone lata w liceum. Początek naszej znajomości z Michałem.
W pewnym momencie poczułam się strasznie, strasznie smutna, że to już za mną i nigdy nie wróci. I jeszcze poczułam się bardzo stara. Wyjmowałam kolejne przedmioty i czułam, jak mi rośnie coś w gardle, a do oczu napływają łzy. Cieszę się, że zachowałam te pamiątki, bo sama pamięć nie niesie ze sobą tyle emocji. Ale kiedy trzyma się w ręku kamyk, który się dostało od przyjaciółki na znak przyjaźni, zasuszony kwiat, list - to są emocje nie do opisania. Ja rozpakowałam pudło takich emocji.
23:47, maverick.001 , Nasz Dom.
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 sierpnia 2009
Weekend w Mikołajkach.
No więc miałam ten swój weekend w Mikołajkach :-)))))))))))
Było fantastycznie, fenomenalnie, odjazdowo.
Pojechałyśmy w końcu we dwie - ja i moja przyjaciółka Aga. Wynajęłyśmy sobie pokój przy rynku, w samym centrum, obok portu. Wszędzie bliziutko i w dodatku nad przesympatyczną knajpką z pysznym jedzeniem. Oprócz lokalizacji nocleg tam miał jeszcze jedną zaletę  - śniadanie w cenie. Zaletą zaś śniadania było to, że było wielkie, pyszne i podane pod nos :-)

Dla mnie ten wyjazd był cudowny z wielu powodów.
Pierwszy - odpoczęłam. Psychicznie i fizycznie. Wyspałam się, mimo że chodziłam spać o 2 w nocy. Nie musiałam się troszczyć o dzieci, nie musiałam nic. Byłam wolna i niezależna.
Drugi - zbliżyłyśmy się z Agą bardzo. Gadałyśmy i gadałyśmy, opowiedziałyśmy sobie tysiące historii z naszego życia. Mimo że widujemy się często i razem wyjeżdżamy na narty, to jednak nigdy nie mamy dla siebie wystarczająco dużo czasu. Nasze spotkania i rozmowy są poszatkowane, myśli się urywają, bo ciągle któreś dziecko wymaga opieki, zainteresowania lub interwencji. Tam w Mikołajkach nagadałyśmy się chyba za ostatnie trzy lata.
Trzeci - świetnie się bawiłam. Włóczyłyśmy się po Mikołajkach, plotkowałyśmy i opalałyśmy się nad jeziorem, łaziłyśmy po sklepach z biżuterią, ciuchami i kosmetykami. Piłyśmy piwo i drinki, jadłyśmy w knajpach. W sobotę przez pół dnia szalałyśmy w Gołębiewskim w Aquaparku. Było cudownie. Przez kilka godzin pływałyśmy, zjeżdżałyśmy na superowych zjeżdżalniach, bulgotałyśmy w jaccuzi i innych borowinkach i roztapiałyśmy się w saunach. Relaks przez duże R :) W sobotni wieczór poszłyśmy do amfiteatru nad jeziorem na Festival Szantowy. Przeczadowy!!! Do 1 w nocy w tłumie ludzi śpiewałyśmy, darłyśmy się, piszczałyśmy, klaskałyśmy i tańczyłyśmy. Od wielu lat nie bawiłam się tak fantastycznie. Odkryłam kilka pięknych szant, których nie znałam i kilka świetnych zespołów.
Czwarty - odkryłam na nowo dawną siebie, której nie potrafiłam odnaleźć od wielu, wielu lat. W pogoni za różnymi dobrami, skupiona na rodzinie, domu, macierzyństwie stałam się inną osobą i myślałam, że już nigdy nie będę mogła stać się taka, jaką byłam 10-15 lat temu. Okazało się, że tamta Ania cały czas we mnie siedzi, tylko bardzo głęboko. I że mogę ją wskrzesić, choćby tylko na dwa dni.
Piąty - poczułam się kobieco, bo bardzo kobieco spędzałyśmy czas. Kiedy się siedzi z dziećmi w domu, trudno jest się poczuć atrakcyjną kobietą. Tam chodziłyśmy w sukienkach, na obcasach, pomalowane i zadbane. Kupowałyśmy sobie kolczyki i błyszczyki, a sklepy z rzeczami dla dzieci i domu omijałyśmy szerokim łukiem.
Szósty - bardzo emocjonalny. Mazury i żeglarstwo to kawał mojej młodości. Przestałam żeglować i bywać na Mazurach, kiedy związałam się z Michałem. Jakoś tak wyszło. I nie brakowało mi tego. Ale kiedy wieczorem stanęłam w porcie, spojrzałam na łódki kołyszące się na rozświetlonej wodzie, która niosła dźwięki gitar, kiedy odetchnęłam głębiej - poczułam zapach, klimat i dreszcz wakacji. Nie urlopu - wakacji. Takich jak przed laty. I pomyślałam sobie z ogromnym wzruszeniem, że kocham ten wyjątkowy nastrój, którego nie ma nigdzie indziej. I kocham Mazury. Byłam zdumiona, że mogłam o nich zapomnieć i nie tęsknić. I obiecałam sobie, że dam moim dzieciom takie wakacje i takie wspomnienia; że będziemy co roku żeglować, śpiewać szanty przy ognisku i chłonąć mazurskie klimaty. Niech tylko Filip jeszcze troszkę urośnie.

Te dwa dni dały mi więcej, niż jakikolwiek wyjazd, impreza, czy odpoczynek w ciągu ostatnich lat. Głównie psychicznie. W niedzielę Aga spojrzała na mnie i powiedziała, że zmieniła mi się twarz. I naprawdę tak było. Kilka chwil wcześniej spojrzałam na siebie w lustrze i zobaczyłam twarz, jakiej nie widziałam od lat, jakby opadła jakaś skorupa. Patrzyłam na siebie z przyjemnością i uśmiechałam się do swojego odbicia.
22:42, maverick.001 , Podróże.
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 48